Z kim chcesz być, czy z kimś kto widzi Ciebie prawdziwym, kocha Twoje zaspane oczy, Twoje wkurzające nawyki? Czy z kimś kto chce Cię pokazać światu gdy wyglądasz jak z obrazka, zachowujesz się odpowiednio, poprawiasz uśmiech bo smutek jest nudny i męczący, prawda?
Mogło Ci się obić o uszy, na bank gadali o tym w telewizji śniadaniowej, ktoś przy okazji mówienia Ci żebyś się ogarną mógł też wspomnieć lub przygniótł Cię regał uginający się od poradników: jak pokochać siebie, najpierw pokochaj siebie, czy już kochasz siebie wystarczająco, 142 tyś sposobów na pokochanie siebie, jak pokochać siebie w 10 dni.
Daleko jeszcze do tej miłości?
Zbombardowany, zrezygnowany, zniecierpliwiony, postanawiasz zacząć smarować sobą chleb, jak śpiewali w radiu, kupić sobie nowe majtki, pójść do kina sam/a, nie łapiąc doła patrząc na same pary i udając, że to Ci obok rzucili popcornem.
Po wszystkim masz ochotę wbić się w piżamę, żreć lody zagryzając chipsami i szlochać przy filmie, uświadamiając sobie, że nie Ty grasz rolę tej chudej Grażynki, na którą leci zajebisty Andżej, lub nie Ty jesteś Andżejem. Oczywiście jedziesz po sobie jak po łysej kobyle bo te chipsy i lody miały być na tydzień.
Ile kobiet i mężczyzn je samotnie śniadanie, które staje im w gardle, patrzą pusto w szyby tramwaju, mijają się na ulicy z wyraźnym zmieszaniem w sercu? Tylko dlatego, że chcą czuć się kochani i spełnieni, ale żyją z kimś kogo nawet nie lubią, kogo nie cenią, z kimś, kto jawi się w ich oczach jako niegodny miłości, słaby, nie dość dobry – żyją sam na sam ze sobą i tak bardzo pragną być inni.
Jak to jest z tą miłością do siebie?
Czy na samo wyobrażenie sobie jak nawijasz: „kocham siebie”, robi się jakoś dziwacznie, niezręcznie, obco? Często ludzie nie zdają sobie nawet sprawy, że nie potrafią być sam na sam, póki nie rozpadnie się ich związek. Żyli z kimś tak długo, że nie pamiętają nawet czasu sprzed lub też nigdy nie byli sami. Nagle okazuje się, że Kevin sam w domu staje się Twoim bohaterem. Sama wizja zostania samemu jest beznadziejna, a tymczasem przychodzi człowiekowi być swoim własnym lokatorem, który jest irytujący jak sapiący na kark gość w autobusie.
Co robić, jak żyć, gdy się nigdy nie czuło takich głębokich uniesień wobec siebie?
Sprawa nie jest na tyle lekka i ładna jak brzmi bo kochanie siebie to sztuka, jaką się tworzy, szanuje, podchodzi jak pies do jeża, oswaja, otwiera powoli i ostrożnie bo wszystko jest takie kruche, często bolesne i wymaga wyważenia niejednych drzwi. Ten proces jest też wdzięczny, ujmujący, uwalnia, uczy siebie na nowo, uczy pokory, oddania, zaufania by znów poczuć się bezpiecznie i wyjść sobie na przeciw. Okazuje się, że można żyć latami ze spiętym ciałem, grymasem na sercu i jak to wszystko puści człowiek jest jak nowy, choć tak naprawdę staje się na powrót sobą, jakiego nie znał.
Z czasem człowiek poznaje te strony siebie, o których zapomniał lub nawet nie wiedział. Może tam być dużo lęku, niemocy, wrogości, nawet agresji. Tych miejsc broni się najbardziej jakby za nimi był skarb. I jest, jest niewinność, jasność, otwartość, ufność, szczerość i gotowość na wszystko, tutaj kryje się Miłość. Żeby móc się tam dokopać, trzeba przestać kopać siebie. Człowiek taki pokopany jest zupełnie do niczego, ma tylko siebie. To co warto dodać do tego planu dnia to wrażliwość wobec siebie i wdzięczność. Wrażliwość to po prostu poddanie się temu jak teraz się czuje, to w konsekwencji pozwolenie sobie na czucie wszystkiego. To może potrwać, będzie trwało, zwłaszcza gdy dużo pracy włożyło się w znielubienie siebie, ignorując przez lata swoje potrzeby. Teraz można przyjąć, że czas na pogodzenie się z tym co jest, co było i ruszenie po to, czego się pragnie. Za to można być wdzięcznym, za danie sobie szansy. Za to, że w końcu wyciągasz siebie z koryta.
To jest proces, na który porywasz się, gdy już nie chcesz jak dotąd żyć nie swoje życie, a pragniesz poznać Siebie, swój potencjał.
Niekiedy można usłyszeć wiele skrywanego smutku, lęku, żalu i nienawiści, ale uwaga, to ważny moment: Nawet jak czujesz się pokopany, to też jest Miłość. Te miejsca w Tobie, które Cię drażnią, są do pokochania, przyjęcia, zadbania jak o najcenniejsze, co się ma. Bez nich nie wyjdziesz sobie na przeciw. To są Twoje znaki, one Ci mówią o wszystkim, czego potrzebujesz. Droga do rozpoznania w sobie miłości, wiedzie przez czułe miejsca, które trzeba pielęgnować, dawać uwagę i szczerą zgodę, na to by były. Tylko tędy, tylko przez noc, ciemność i chłód, szukasz Siebie. Gdy nastaje dzień, dostrzegasz jasność, czujesz ciepło i wiesz, że ta wolność, którą odczuwasz w sercu, to wdzięczność, za to, że dałeś sobie szansę na poczucie siebie w pełni. Gdy rozbijesz namiot w swoim mroku, przyjdzie czas na zobaczenie piękna w brzydocie, radości w smutku, odwagi w lęku, miłości w nienawiści.
Dziękuję ❤️